Zimą 1892 roku wędrowny fotograf odwiedził posiadłość Blackwoodów, aby zrobić proste zdjęcie rodzinne. Siedmioro dzieci stało w salonie w odświętnych strojach, zastygłe w powadze typowej dla epoki wiktoriańskiej. Zdjęcie miało stać się rodzinną pamiątką. Zamiast tego okazało się ostatnią wskazówką w sprawie zaginięcia, którego nie dało się wyjaśnić przez ponad wiek.
Niecały tydzień po wywołaniu szklanego negatywu dom został znaleziony… pusty. Obiad stał na stole, lampy dogasały, ale rodzice i cała siódemka dzieci zniknęli bez śladu. Nie było śladu walki, rabunku, listów pożegnalnych.
Przez ponad sto lat „zniknięcie Blackwoodów” pozostawało lokalną legendą. Samą rezydencję później zburzono, ale zdjęcie przetrwało – zapomniane w archiwach prowincjonalnego muzeum, czekające na czasy, gdy technologia będzie w stanie dostrzec więcej niż ludzkie oko.
Przełom nastąpił dopiero w zeszłym roku, kiedy zespół specjalistów od cyfrowej renowacji w Londynie wykonał eksperymentalne skanowanie zdjęcia. Wykorzystując sztuczną inteligencję, analizę wielospektralną i rekonstrukcję światła, rozpoczęli „demontaż” cieni w tle.
W lustrze za dziećmi, w ciemnym korytarzu, odbijała się dziwna twarz. Nie była to twarz fotografa ani członka rodziny. Była to długa, wychudzona postać, częściowo zasłonięta ciężką zasłoną, która według planów domu w ogóle nie istniała.
Dalsza analiza planów rezydencji ujawniła jeszcze bardziej upiorny szczegół: tuż za tą ścianą znajdował się wąski, nieoznakowany właz – tak zwany „ślepy pokój”. Brak okien. Jedyne wejście ukryte jest za szafą w sypialni właścicieli. Ktoś mieszkał w domu od lat.
Po zwiększeniu ostrości obraz stał się wyraźny: postać w lustrze trzymała w dłoni długi klucz – uniwersalny klucz do większości zamków na terenie posiadłości. Oznaczało to, że ta osoba mogła wejść wszędzie.
Podczas wykopalisk w 2024 roku pod jedną z desek podłogowych znaleziono dokumenty z nazwiskiem Eliasa Thorna, byłego dozorcy posiadłości, który wiele lat temu został zwolniony za „niepokojące zachowanie”. Nie odszedł. Zniknął… w domu.
Najstraszniejsze było to, gdzie patrzył. Nie w obiektyw. Jego wzrok skierowany był na najmłodszą dziewczynkę, Mary, stojącą pośrodku. Psychologowie kryminalni uważają, że to zdjęcie nie było portretem rodzinnym. To był akt wyboru ofiary.
Niedawne badania na terenie posiadłości doprowadziły do kolejnego znaleziska: pod ziemią, pod trzymetrową warstwą ziemi, odkryto zamaskowane drzwi do piwnicy. Wewnątrz leżały dziecięce rzeczy: guziki od sukienki, drewniany koń, medalion. „Człowiek w Lustrze” nie tylko obserwował. Przeniosła je do swojego świata – pod dom.
Po opublikowaniu tego odkrycia, ponownie otwarto trzy kolejne stare sprawy z końca XIX wieku. Wszystkie zawierały historie o „dziwnej osobie”, którą widziano w domu na krótko przed zniknięciem rodzin. Blackwoodowie nie byli pierwsi.
Teraz wiemy: czasami stare fotografie nie uchwycą błędów… ale to, czego ludzie nie zauważyli, gdy było już za późno.