Świt zaczynał oświetlać obrzeża rezerwatu, gdy Strażnik Thomas otrzymał dziwne wezwanie. Mieszkaniec, ledwo łapiąc oddech, twierdził, że młody słoń jakimś cudem znalazł się na gałęziach ogromnej dzikiej figi i kategorycznie nie chce zejść.
Thomas w pierwszej chwili pomyślał, że ten mężczyzna przesadza. Słonie nie wspinają się na drzewa.
Ale po przybyciu na miejsce przestał się uśmiechać.
Na wysokości około czterech metrów, pomiędzy grubymi gałęziami starego drzewa, naprawdę siedział słoń afrykański. Jego masywny korpus niemal całkowicie zablokował rozwidlenie pnia.
Wokół zgromadziło się już kilkudziesięciu mieszkańców. Ludzie próbowali zmusić zwierzę do zejścia na ziemię, machając gałęziami i krzycząc. Jednak wydawało się, że słoń zamienił się w kamień. Nie okazywał agresji; ścisnął tylko pień i uważnie zajrzał w dół, do ciemnej dziury wewnątrz wydrążonego pnia.
Thomas zdał sobie sprawę, że sytuacja jest znacznie poważniejsza niż zwykła próba zwierzęcia wspinania się wyżej. Jeśli przestraszony słoń się uwolni, może odnieść śmiertelne obrażenia.
Ubrany w rękawice ochronne i zabierając mocną latarkę, tropiciel ostrożnie wspiął się na pobliską gałąź, aby zbliżyć się do zwierzęcia.
Kiedy się zbliżył, natychmiast zaalarmowały go dwie rzeczy.
Słoń nie próbował atakować. Dosłownie trząsł się ze strachu.
Dodatkowo z głębi drzewa dochodził dziwny metaliczny dźwięk – jednolity, powtarzający się w regularnych odstępach czasu.
Thomas ostrożnie dotknął boku zwierzęcia, próbując je uspokoić, i skierował promień latarki w czarną jamę tułowia.
To, co zobaczył, sprawiło, że zamarł.
Nie było żadnego węża, żadnego dzikiego zwierzęcia, ani gniazda pszczół.
Wewnątrz znajdowały się metalowe części, splątane przewody i żółte torby z znakami ostrzegającymi o zagrożeniu biologicznym.
Ale to, co najgorsze, ujawniło się głębiej.
W dziupli drzewa ukryto nielegalne urządzenie akustyczne. Wytwarzał sygnał o wysokiej częstotliwości, który miał wywołać panikę u słoni i był używany przez kłusowników do kierowania stad do wcześniej przygotowanych obszarów.
Teraz stało się jasne, dlaczego zwierzę znalazło się na drzewie.
Niezwykły dźwięk wprawił go w panikę. Próbując uciec od źródła hałasu, słoń wspiął się na niższe gałęzie i przypadkowo znalazł się bezpośrednio nad mechanizmem podłączonym do urządzenia.
Każdy nagły ruch może uruchomić urządzenie.
A bezpośrednio pod nim znajdowały się trzy niewybuchy moździerzowe podłączone do działającej baterii.
Thomas powoli odsunął rękę od zwierzęcia. Moje serce biło szaleńczo.
Zwykłe wezwanie lekarzy weterynarii nie mogło już rozwiązać problemu.
Wyjął telefon satelitarny i skontaktował się bezpośrednio z ekspertami policji krajowej w zakresie usuwania bomb.
Teraz głównym zadaniem było nie tylko uratowanie słonia.
Należało zadbać o to, aby ani jeden jego ruch nie zamienił akcji ratunkowej w katastrofę.