Luksusowy jacht stał się miejscem obchodów trzeciej rocznicy ślubu Alison i Johna Kirklandów. Wiatr przyjemnie rozwiewał ich włosy, a blask słońca igrał na lazurowej tafli morza. John, pragnąc uchwycić szczęście żony, zrobił kilka zdjęć, nie podejrzewając, że na jednym z nich znajdzie się coś zupełnie nieoczekiwanego.
Przeglądając zdjęcia, para z zachwytem wspominała każdą chwilę, aż wzrok Johna nagle padł na dziwną sylwetkę za Alison. „Co to jest?” – wykrzyknął, pokazując żonie tajemniczą plamę na wodzie.
Kilka minut później ich uwagę przykuło lekkie zmarszczenie na powierzchni i ciemna sylwetka, która szybko zniknęła pod falą. Mieli właśnie wejść do motorówki, ale jacht był zablokowany. I nagle znowu – ruch!
Tym razem z głębin wyłoniła się żywa istota, duża i pełna gracji. Początkowo para uznała, że była świadkiem rzadkiego zjawiska i pospieszyła, by o wszystkim donieść kapitanowi statku.
Kapitan Donald, uzbrojony w lornetkę, wpatrywał się w dal i marszczył siwe brwi. Przez mgłę dostrzegł maleńkie stworzenie walczące w zimnej wodzie. Okazało się, że to szczeniak, desperacko próbujący się wydostać.
Załoga natychmiast rzuciła się na pomoc. Po energicznej akcji ratunkowej piesek był na pokładzie, drżąc z zimna i zmęczenia, ale żywy. Pojawiło się jednak nowe pytanie – skąd się wziął na środku morza?
Odpowiedź nie nadeszła długo: straż przybrzeżna odebrała sygnał SOS z pobliskiego statku. Donald zmienił kurs i wkrótce jacht zbliżył się do miejsca zdarzenia. W powietrzu unosił się gęsty dym, a w wodzie ludzie desperacko trzymali się kół ratunkowych.
Wśród nich była dziewczynka, kurczowo trzymająca się boi. Jej matka również walczyła o życie. Załoga szybko wciągnęła ofiary na pokład. Dziewczynka, płacząc, powtórzyła: „Nie znalazłam Toby’ego!” – i wyjaśniła, że to jej pies, pozostawiony na płonącym statku.
Następnie Alison zaprowadziła dziewczynkę do znalezionego szczeniaka. Kiedy się zobaczyły, rzuciły się ku sobie z radosnym szczekaniem i łzami szczęścia.
W międzyczasie ratownicy dotarli do samego statku i wyciągnęli jego nieprzytomnego właściciela. Wszyscy rozbitkowie otrzymali pomoc i zostali sprowadzeni na ląd.
Dla Alison i Johna stało się to prawdziwym testem, a jednocześnie przypomnieniem o ludzkiej odwadze i wzajemnej pomocy. Ich morska przygoda zakończyła się szczęśliwie, pozostawiając po sobie fantastyczną historię o ratowaniu ludzi i lojalności małego przyjaciela.