Ronald latał tą trasą wiele razy. Pustynia w dole zawsze była taka sama: pusta, bezkształtna, niezmieniona. Ale ten kształt pozostał dokładnie tam, gdzie był. Zaciekawiony, odwrócił się, żeby spojrzeć jeszcze raz. Wtedy zdał sobie sprawę – to nie był kamień ani gruz. Miał skrzydła.
W miarę schodzenia zarys stawał się wyraźniejszy: wrak bombowca z II wojny światowej. Nie było śladów ludzkiej obecności – żadnych śladów, żadnego pasa startowego, niczego, co wyjaśniałoby, jak znalazł się tak głęboko w pustyni. Stan zachowania był niesamowity, jakby czas go przeskoczył.
Po zatrzymaniu silników cisza wydawała się przytłaczająca. Gorąco napierało ze wszystkich stron, a jedynym dźwiękiem było tykanie stygnącego metalu. Z bliska tożsamość była jasna: to był B-24 Liberator, zgłoszony jako zaginiony w kwietniu 1943 roku i prawdopodobnie zaginiony na morzu.
W kokpicie coś nieoczekiwanego odbijało światło. Mały notes przetrwał lata, a jego zapiski były wciąż widoczne pomimo trudnych warunków. Wpisy były proste: odległości, upał, pragnienie. Załoga kurczowo trzymała się rutyny, by zachować spokój. Nagle jeden wiersz się wyróżniał – ostrzeżenie o tym, co niosą i dlaczego musi to pozostać nieodkryte.
W pobliżu ogona piasek wyglądał na wzburzony, usypany w sposób sugerujący celowe działanie. Pod nim znajdowały się nieśmiertelniki – starannie umieszczone, a nie przypadkowo upuszczone. Nazwiska i numery nie pasowały do żadnych zapisów załogi. Nie były standardowym wyposażeniem lotników. Ktokolwiek do nich należał, nie był oficjalnie częścią lotu.
Dalsze oględziny ujawniły coś jeszcze dziwniejszego: prowizoryczny schowek, wzmocniony i zamknięty, nie wymieniony w żadnych oficjalnych planach konstrukcyjnych. Wewnątrz znajdował się mały metalowy pojemnik bez oznaczeń, szczelnie owinięty w tkaninę nasączoną olejem. Nagle wpisy w dzienniku nabrały sensu. Załoga nie rozbiła się po prostu – celowo coś ukryła, nawet wiedząc, ile to będzie kosztować. Późniejsze śledztwo potwierdziło, że samolot to Lady Be Good, który zaginął z powodu błędu nawigacyjnego. Załoga próbowała iść na południe, wierząc, że ratunek jest w zasięgu ręki, ale ginęli jeden po drugim na pustyni. Jeśli chodzi o tajemniczy ładunek, nigdy nie opublikowano oficjalnego wyjaśnienia. Został on odnaleziony, udokumentowany, a następnie po cichu utajniony. Wrak wciąż spoczywa na Saharze – ocalony nie tylko przez piasek, ale także przez historię, która pozostaje nierozwiązana.