Tajna renowacja od samego początku budziła wątpliwości.
Kiedy Amanda niespodziewanie otrzymała zadanie odrestaurowania starożytnego posągu Jezusa z lokalnego kościoła, natychmiast wyczuła coś niezwykłego. Praca była oznaczona jako poufna, termin napięty, a sam proboszcz osobiście nadzorował przeniesienie.
Chociaż schlebiało to jej zawodowemu ego, napięcie wokół posągu było wyczuwalne. Niektórzy parafianie otwarcie w nią wątpili, zwłaszcza że nie była religijna. Amanda postanowiła jednak skupić się na swojej pracy i udowodnić swoje kompetencje, kończąc renowację do Wielkanocy.
Przed wyjściem proboszcz powiedział jej coś, co wydawało się niestosowne: jeśli podczas prac wydarzy się coś „niezwykłego”, nie powinna się niepokoić – posąg rzekomo posiadał moce ochronne. Tego wieczoru, gdy miała zamknąć warsztat, cichy, ale wyraźnie nienaturalny dźwięk przerwał ciszę. Następnego dnia wróciła wcześnie, starając się ignorować niepokój. Ale gdy tylko zaczęła pracować, dźwięk powrócił – tym razem wyraźnie dochodził z wnętrza posągu. Nie było to tylko zjawisko fizyczne – czuła, jakby coś w środku reagowało na jej działania.
Ciekawość wzięła górę. Ostrożnie otworzyła fragment z tyłu posągu, gdzie można było ukryć uszkodzenie. Napięcie rosło z każdą minutą. Ale kiedy drewno ustąpiło, ukazała się pusta przestrzeń – i przedmiot, który ewidentnie nie powinien się tam znajdować.
Z wnętrza wyjęła małe urządzenie. Było ewidentnie współczesne – nie miało nic wspólnego z wiekiem posągu. Było to urządzenie celowo ukryte w środku. To odkrycie zaniepokoiło ją: jeśli kościół o tym wiedział, jakie konsekwencje mogło to mieć dla niej? Zdając sobie sprawę z powagi sytuacji, Amanda postanowiła skontaktować się z policją.
Początkowo funkcjonariusze byli sceptyczni, wątpiąc w potrzebę otwierania obiektu religijnego. Ale widząc urządzenie, natychmiast zmienili zdanie. Po krótkiej rozmowie sytuacja stała się pilna. Amanda została odprowadzona do kościoła, gdzie skonfrontowano ją z odkryciem pastora. Jego opanowanie zniknęło – niczemu nie zaprzeczył. Wkrótce na jego ręce założono kajdanki.
Okazało się, że w figurze ukryty był dyktafon. Pastor potajemnie nagrywał nim wyznania parafian, wykorzystując zdobyte informacje do wywierania na nich presji i manipulowania nimi. Dźwięk okazał się sygnałem rozładowanej baterii. Dzięki odwadze Amandy oszustwo wyszło na jaw, a nadużycia ustały. Jej działania pokazały, że ciekawość czasem pomaga odkryć prawdę i chronić innych.